Brat miał czterdzieste urodziny. Kupiłem mu butelkę whisky, zapakowałem w foliówkę z marketu i pojechałem. Otworzył, zobaczył, powiedział "dzięki" i odstawił obok dwóch identycznych. Wtedy coś mi zaświtało.
Od tamtej imprezy minęło z piętnaście lat. Przez ten czas kupowałem prezenty na chrzciny, śluby, komunie, jubileusze szefa, rocznice teściów. Czasem tanie, czasem droższe niż chciałem. I doszedłem do jednego wniosku - to nie zawartość paczki decyduje, czy człowiek ją zapamięta.
Mam kuzyna, który robi w introligatorni. Pokazał mi kiedyś dwa pudełka. Jedno z litej tektury, ciężkie, z magnesem zatrzaskowym. Drugie z reklamówki - taki cieńszy karton w kolorowy nadruk. Powiedział: "Czujesz różnicę? To samo wino w środku, ale tu masz pamiątkę, a tam śmieć".
Od tamtej rozmowy patrzę na to inaczej. Przy stole z prezentami goście rzadko pamiętają, kto co dał. Pamiętają, czyje opakowanie wyglądało porządnie, a czyje przyniesiono w siatce z napisem "Społem". To brzmi powierzchownie, ale tak jest. Sprawdziłem ze trzy razy, na różnych okazjach.
Swoją drogą, raz przyszedłem ze zwykłą torbą, bo zapomniałem pudełka, i siostra do dziś mi to wypomina. A wino było drogie. No tyle.
Działa to też w drugą stronę. Na komunii bratanicy ojciec chrzestny przyniósł kopertę i jakąś maskotkę w worku foliowym. Stryjenka zawiozła to samo, ale w białym pudełku z kokardą i drewnianą zawieszką z imieniem dziecka. Cena prezentu - mniej więcej taka sama. Pamięta się stryjenkę. Bez złośliwości, po prostu tak to działa: ładne zostaje, reszta umyka.
Najpierw kupowałem opakowania tam, gdzie wszyscy. W sieciowym hipermarkecie, w sklepie z dekoracjami przy rondzie, w internecie u pierwszego z brzegu. Wychodziło średnio. Pudełka się gniotły w wysyłce, kolory schodziły, raz dostałem coś z napisem "Honey" zamiast neutralnego wzoru - bo magazyn pomylił.
Z czasem zacząłem szukać miejscowych. U nas w opolskim jest producent z Kluczborka, który robi to od jedenastu lat - wszystko u siebie, paczka wychodzi prosto z zakładu. Kupuję u nich, bo mają porządne eleganckie pudełka prezentowe w setce wzorów, a nie pięć modeli, które każdy widział. Plus rozmawia się z człowiekiem, a nie z botem.
Jest jeszcze jedna rzecz, której nauczyłem się po kilku wpadkach. Wymiary. Zawsze sprawdzam wewnętrzne, nie zewnętrzne - bo butelka magnum nie wejdzie w pudełko zaprojektowane do 0,75 l, nawet jeśli z opisu wynika, że "powinna". Lepiej zadzwonić, dopytać, niż potem oklepywać pudełko taśmą przy stole.
I terminy. Z miejscowego zakładu paczka jedzie do mnie trzy, cztery dni. W sieci czasem tydzień, czasem dwa, raz przyszła po imieninach. Producent z opolskiego ma własną wysyłkę, więc wiem, kiedy mam zamawiać. Pięć dni przed - i jest w domu. Bez zaskoczeń.
Pierwszy: wstążka. Nie ta cienka, plastikowa, którą się robi loczki - tylko porządna, z tekstyliów, szeroka. Zaciska się raz, wiąże kokarda, koniec. Wygląda inaczej, kosztuje grosze.
Drugi: drewniana zawieszka z dedykacją. Grawer laserowy, dwa słowa, imię i data. To mała rzecz, ale obdarowany trzyma ją potem w szufladzie z pamiątkami i nie wyrzuca. Wiem, bo teściowa pokazała mi swoją szufladę. "Tu mam wszystkie zawieszki od was z każdej rocznicy" - powiedziała. Czyli zostają.
Trzeci: kosz upominkowy, jeśli prezent jest złożony. Zamiast pakować osobno butelkę, słodycze i drobiazg, wkładam wszystko w jeden kartonowy kosz z uchwytem. Wygląda to jak jedna kompozycja, a nie trzy osobne zakupy. Akurat tego się trzymam najmocniej, bo dobry kosz robi za prezent w prezencie - sam w sobie jest ładny i obdarowany potem nosi w nim kwiaty albo papiery.
No i jeszcze jedna rzecz, której bym wcześniej nie wymyślił - papier wewnątrz pudełka. Dwa arkusze bibuły w kolorze pasującym do wstążki, lekko zmięte, włożone tak, żeby wystawały. To zajmuje trzydzieści sekund, a robi z pudełka rzecz, której nie wstyd otworzyć przy stole. Wieczko zdjęte, papier się rozchyla, butelka pokazuje się powoli. Bibułę kupuję w tym samym miejscu co pudełko, żeby kolor faktycznie pasował, a nie był "zbliżony".
Po piętnastu latach mam taki rytm: butelkę albo drobiazg dobieram tydzień wcześniej, pudełko i wstążkę zamawiam pięć dni przed, zawieszkę dwa dni przed. I wystarczy. Lepiej raz porządnie, niż potem do końca życia tłumaczyć siostrze, czemu wino było w siatce ze Społem.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu portalsremski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz